Gili Trawangan – konfrontacja wyobrażeń z rzeczywistością

with Brak komentarzy

Gdy po raz pierwszy natknęłam się w Internecie na informacje o Gili wiedziałam, że muszę je zobaczyć na własne oczy. Trzy wysepki położone między Bali a Lombokiem kusiły z monitora lazurową wodą i białym piaskiem. Wkrótce wyobrażenia zderzyły się z rzeczywistością. Zacznijmy jednak od początku.

Gili Trawangan longboat

Poprzedniej nocy zatrzymaliśmy się w oddalonej od portu 13 kilometrów Candidasie. To był strzał w 10. Hotel znajdował się na skraju tropikalnej dżungli, z własnym zejściem na plażę i piękną rafą koralową tuż przy brzegu. Cały dzień snorklowaliśmy wśród kolorowych rybek. Tego nam było trzeba po wcześniejszym trekkingu.

Candidasa, Crystal Bali Beach

Następnego dnia pojechaliśmy do Padang Bai. Mimo wczesnej pory w porcie panował duży ruch. Co kilka minut podpływały łodzie i zabierały na pokład kilkadziesiąt osób. Pośród tłoczących się turystów chodzili miejscowi sprzedając zimne napoje, świeże owoce oraz kolorowe sarongi. Taksówkarz polecił nam zakup biletów na  speedboat w zaprzyjaźnionej agencji pośrednictwa. Nie miałam wątpliwości, że dostaje za zwerbowanych klientów jakąś prowizję, ale oferta była bardzo korzystna. Zapłaciliśmy 200 000 rupii w jedną stronę za osobę. Z tego co zdążyłam się zorientować wcześniej, ceny potrafią sięgać w sezonie nawet 500 000, więc byliśmy zadowoleni. Kupiliśmy bilety również na drogę powrotną, gdyż na wysepkach ceny są mocno zawyżane.

Kolejka w porcie Pagangbai Bali

Port Padangbai z perspektywy łodzi

Rejs trwał 2 godziny. Łódź była komfortowa a panująca wśród pasażerów luźna atmosfera umilała podróż. Pomimo bujania obyło się bez choroby morskiej. Kilka minut przed 12:00 dopłynęliśmy do Gili Trawangan. Przywitał nas duży, kolorowy napis oraz niezliczona ilość łodzi przycumowanych wzdłuż plaży, co nie wróżyło nic dobrego. Zabraliśmy plecaki i udaliśmy się na poszukiwania naszego bungalow.

Speedboat Gili Trawangan

Główna alejka przy plaży przywitała nas w iście chaotycznym stylu. Tuż po zejściu z plaży, wpadliśmy w tłum ludzi. Część z nich ospale sunęła na późne śniadanie najwyraźniej dziwiąc się, że słońce już w zenicie. Inni z zapałem przymierzali rurki i maski rozglądając się za kierowcą łódki mającej zabrać ich w najlepszą miejscówkę do snorkelingu. Oprawę tej karawany stanowiły restauracje, bary, stragany, mini agencje turystyczne i sklepy z odzieżą oraz sprzętem do nurkowania. Idąc labiryntem wąskich uliczek minęliśmy kilkadziesiąt guest housów, Rozbudowa infrastruktury wyspy trwa w najlepsze. Mimo że zdawałam sobie sprawę, iż Gili T to największa i najbardziej imprezowa wyspa, skala oblężenia mnie przeraziła.

Tabliczki z nazwami hosteli

Na wszystkich trzech Gili obowiązuje zakaz ruchu pojazdów silnikowych. Dlatego głównymi środkami transportu są tutaj rowery oraz cidomo. Trzeba na nie szczególnie uważać, gdyż bryczki jeżdżą naprawdę szybko. Sposób traktowania koni też pozostawia wiele do życzenia. Za żadne skarby nie dałabym namówić się na przejażdżkę, widząc jak kucyki ciągną przeładowane bryczki kursując przez cały dzień po wyspie. Wybraliśmy sprawdzony sposób – własne nogi.

Cidomo

Gili Trawangan można obejść dookoła w mniej więcej 3 godziny. Dlatego też po zakwaterowaniu i lunchu wybraliśmy się na spacer. Im dalej od głównej drogi, tym bardziej luksusowo. Niskobudżetowe gest housy zastępują piękne kurorty i urocze bungalow. Gdzieś w połowie drogi, zupełnie przypadkiem, trafiliśmy do Le Pirate – popularnego baru z darmowym basenem dla klientów. Nim się obejrzeliśmy otuliło nas pomarańczowe światło zbliżającego się zachodu słońca.

Le Pitare bungalow

Po zmroku Trawangan diametralnie się zmienia. Na plaży rozstawiane są stoliki. Przybrzeżne bary przeobrażają się klubokawiarnie, a stragany z owocami w smażalnie ryb. Na głównym placu, obok małej przystani, odbywa się nocny targ z jedzeniem. Zdziwiło nas, że ceny owoców morza niewiele różnią się od restauracyjnych. Kilka razy zdarzyło się też, że sprzedawcy najpierw namawiali nas do spróbowania, by przy odmowie podsumować „Ok, nie kupisz ty, to kupi następny”. Klientów najwyraźniej nigdy im nie brakuje.  Ostatecznie zdecydowaliśmy się na szaszłyki z tuńczyka. Były bardzo smaczne.

Potrawy na nocnym targu Gili Trawangan

Targ nocny ryby

Nocą wyspa tętni imprezowym życiem. Do wyboru do koloru. Głośna muzyka, morze alkoholu, oślepiające neony i migoczące stroboskopy, łatwo dostępne narkotyki. Jeśli ktoś szuka klubowych wrażeń, w pełnym znaczeniu tego stwierdzenia, to miejsce będzie wprost idealne dla niego. My odpuściliśmy i wróciliśmy do bungalow. Niestety nie dane nam było zasnąć. Dźwięki dobiegające z głównej alei skutecznie uniemożliwiały spokojny sen.

Łodzie przy brzegu Gili Trawangan

Po kilku godzinach przerywanego dudnieniem basów snu obudziło nas adhan dobiegające z meczetu. Tego dnia w planie było plażowanie, pływanie, popijanie owocowych koktajli oraz, ogólnie mówiąc, obserwowanie, co się dzieje dookoła.

Gili Trawangan to przedziwne miejsce. Człowiek ma wrażenie, że życie na wyspie toczy się trochę w trybie slow motion. Jakby ktoś usunął słowo pośpiech ze słownika wszystkich osób przebywających na tym małym kawałku lądu pośród oceanu. Zewsząd słychać kakofonię zachodnioeuropejskich języków wymieszanych z arabskimi nawoływaniami do modlitwy. Nikomu zbytnio nie przeszkadza widok roznegliżowanych turystek obok muzułmanek kąpiących się w ciemnych burkini. Te dwa światy żyją tu obok siebie w niezwkłej symbiozie. Turkusowa woda odbija się od brzegu unosząc na powierzchni plastikowe butelki i reklamówki. Biały piasek miejscami pokrywa gruba warstwa martwego koralu. W głębi wyspy znaleźliśmy kilkanaście nimi wysypisk śmieci, Mimo że mieszkańcy przykładają dużo starań by utrzymać porządek nadprodukcja odpadów przerasta możliwości ich utylizacji. Wyspa skrajności i kontrastów to chyba najlepsze określenie dla Gili T, jakie przychodzi mi na myśl.

Longboat - transport publiczny Gili Trawangan

Po 2 dniach opuściliśmy Gili Trawangan targani mieszanymi uczuciami. Z jednej strony wciąż piękna i rajska, z drugiej skazana na powolną degradację, którą napędzamy my – turyści spragnieni egzotycznych wrażeń. Ładując plecak na longboat miałam nadzieję, że Gili Air, w kierunku której płynęliśmy, uniknęła losu swojej mocno eksploatowanej sąsiadki.

Leave a Reply